Forum Gotyk-Forum.pl - Gotyckie forum otwartego myśliciela. Strona Główna
Autor Wiadomość
<    Wampir Maskarada   ~   [Sesja] Wieża z zapałek
Koval
PostWysłany: Śro 22:23, 17 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


- Nie wiadomo. To znaczy wiadomo, ale my nie wiemy. - zaczął tłumaczyć siedzący na miejscu pasażera - podobno oszalał. Tak zupełnie. Nie żadna z tych depresji co to łykasz fiolkę i ci przechodzi, ale tak poważnie. Podobno...

Samochód zatrzymał się z piskiem opon.

- Dojechaliśmy. Ewakuacja z wozu. - odezwał się Mike.
- Dzięki ci za dowiezienie nas w jednym kawałku. Taki szofer to jednak świetna sprawa - odpowiedział mu Bruce.
- Muszę się koniecznie czegoś napić. - Młody wysiadł jako pierwszy.
- Amen. - ktoś potwierdził i cała czwórka zaczęła szykować się do wejścia do klubu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kara Boska
PostWysłany: Śro 22:37, 17 Wrz 2008 
Malk Content
Malk Content

Dołączył: 02 Sie 2006
Posty: 3242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 356 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków/ aktualnie Chrzanów


Wysiadałam z pojazdu razem z ludźmi.

Nic a... Z chóru pozostał jeden. Dzielnie i wytrwale powtarzał swą mantrę, nie zważając na przeciwności, ani tym bardziej na uciszanie. I słusznie.. Przynajmniej wie, co dobre. Ciekawe, czy ktoś mu pomógł. Można, trzeba będzie zobaczyć... Sprawdzimy, czy i wy zechcecie zakosztować ciekawych doświadczeń?

- Tu się zgadzamy - uśmiechnęłam się, rozglądając się w poszukiwaniu jakiejś tablicy czy napisu z nazwą ulicy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kara Boska dnia Śro 22:38, 17 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
los_vampirros
PostWysłany: Pią 12:22, 19 Wrz 2008 
Czarny Mentor
Czarny Mentor

Dołączył: 21 Sty 2007
Posty: 969
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Hohenburg


Zrobiło mi się trochę, głupio, ale przynajmniej wyprowadziła mnie z błędu.

- Pytałem o Tremerów, jednak w Elizjum nikt nic nie wiedział, za to w lokalu, z którego doszedłem tutaj, dowiedziałem się, że tutejsi Tremerzy coś kombinują, podobno zaczęli działać razem i obawiają się czegoś. Od kilku nocy dzieje się coś dziwnego i pojawiły się plotki na ten temat.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Pon 19:52, 22 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


"Hellsfield" - głosił biały napis na niebieskiej, metalowej płytce powieszonej z boku ściany jednej z najbliższych kamienic. Patrząc po okolicznych drogowskazach i miejscach, do których prowadziły były to obrzeża miasta. Kawałek dalej zaczynały się przyległe do londyńskiej metropolii miasteczka i wioski, które od Średniowiecza były powiązane z miastem.

Znajdowali się na ulicy dochodzącej do ślepego zaułka, przez który jednak było przejście, ale żaden pojazd by się nie przecisnął. Samochód zatrzymał się zaraz przy zakręcie tak, aby móc swobodnie potem odjechać. Jezdnia na wprost zwężała się na odcinku kilometra, a potem zamieniała się w błotnistą szosę pokrytą "kocimi łbami". Znów jakaś plantacja albo uprawa.
Kierunek, z którego przyjechali wiódł do wiaduktu przerzuconego nad kilkoma hutami i dalej do skrzyżowania z szeroką drogą ekspresową.

Stali obok samochodu rozglądając się wokół. Mike ostrożnie lustrował wzrokiem okolicę (choć nic groźnego nie wyłaniało się z mroków nocy i wszechobecnych półcieni), Bruce właśnie sprawdzał czy okna zostały pozamykane, a jego brat podtrzymywał czwartego pasażera, gdyż ten miał najwyraźniej problemy z ustaniem na nogach.

- Tędy - zakomenderował najstarszy z całej paczki.

Ruszyli powoli w stronę niewyraźnych świateł rzucanych przez billboard zza załomu pobliskiego budynku.


***


- Tak, to prawda. Ale o tym będziemy musieli... - zaczęła Katrina, kiedy wszedł w słowo Casanova.

Uwaga wszystkich znów skupiła się na pozbawionym skóry wampirze, który przyjął to nie bez satysfakcji.

- Coś dziwnego? Plotki?! To jest właśnie ta druga sprawa... - rozejrzał się, upewniając, że wszyscy go słuchają (Kainitki ubranej po wojskowemu już nie było w pomieszczeniu, ale gdzieś z daleka dochodziło jeszcze coś jakby odgłos podkutych butów) - o której miałem mówić. Od dawna wiadomo...

Miażdżące spojrzenie kilku paru nieumarłych oczu "brzmiało" jednoznacznie.

- Dobra, dobra. Bez ględzenia. - wciągnął mocniej płuca, co przy jego aparycji wyglądało obrzydliwie - niedawno w mieście zaczęli ginąć Kainici. Nie ginąć, w sensie, że się gubią, ale umierają. Ostateczną Śmiercią. Na dobre. I to nie z przyczyn naturalnych. Z początku nie braliśmy tego na poważnie. Wiecie, wszędzie się to zdarza... jak nie na ulicy, to przy polowaniach albo starciach z...

Miażdżące spojrzenie stało się jeszcze bardziej miażdżące.

- Dobra, dobra. - ofuknął się Nosferatu - no więc nie przejmowaliśmy się, dopóki ta fala zgonów nie przestała nie ustawać. Ginęli kolejni i nigdy nie było świadków. Nawet w ludnych miejscach, gdzie o tłumy nietrudno. Jasna sprawa, że tłum można różnie rozumieć. Dla prawdziwych Dekadentów to środek rynku w południe, ale z kolei...

Znów to spojrzenie. Gdyby samym wzrokiem można było przeorać ziemię i burzyć budowle, to pewnie wszyscy zebrani Kainici siedzieli by teraz pod ziemią.

- Dobra, dobra, rozumiem. - nieco spłoszył się Casanova - chodzi tylko o to, że w grę wchodzą niemal wszystkie możliwe...

- Mówiłeś, że wcześniej się tym nie przejmowaliście. A jak jest teraz? - padło pytanie.
- To poważna sprawa.
- Jak poważna?
- Poważna. Na razie nie potrzeba waszej pomocy, róbcie swoje, ale przy okazji, uważajcie na siebie i raczej nie odchodźcie za daleko w pojedynkę.
- Zabrzmiało jak w horrorze.
- To nie są żarty. Traciliśmy już ludzi w najdziwniejszych miejscach. W każdej dzielnicy, o każdej porze nocy. Pojedyncze osoby wracające z imprezy i całe grupy. Zwykłych informatorów i ghule, bezbronnych będących łatwym celem i uzbrojonych. To nie są żarty.
- Sabat?
- W pierwszej chwili też tak pomyślałem. Ale odkąd zaczęli ginąć też oni... odpada.
- Jakiś zabójca? Assamita-renegad?
- Odpada. Mam bardzo dobry kontakt z Zabójcami w mieście i zaklinają się na Alamut, że ściśle kontrolują poczynania swoich morderców.
- Łowcy?
- Też nie. Dopóki nie pojawią się ci, o których mówiłem wcześniej w mieście de facto ludzie polujący na wampiry się nie liczą. Jest ich za mało, nie mają broni i są słabi. Mięcho.
- Może jakaś choroba albo zaraza?
- Prawdopodobnie nie. Trudno znaleźć taką, która działałaby w ten sam sposób na nieumarłych i śmiertelników. A tutaj wszyscy giną. Szybko, ale podobno w wielkich bólach. Chyba, że coś nowego...
- Podobno?

Casanova po raz pierwszy sprawiał wrażenie zakłopotanego.

- Powiedziałem wam wcześniej, że nie ma żadnych świadków i nikt nie może nam nic powiedzieć na ten temat. To nie do końca jest prawda... jest taka jedna dziewczyna... człowiek... przypadkiem znalazła się na miejscu - nazwijmy to - zbrodni i jakoś udało jej się przeżyć... problem tylko w tym...
- No?
- Uciekła nam. Udało się ją przyskrzynić, ale jakimś cudem zwiała. Cały czas jej szukamy. Chcemy tylko informacji.

Twarze pozostałych wampirów pozostały bez wyrazu.

- To wszystko. - zakończył spotkanie żylasty Kainita.

Zrobił się niewielkie poruszenie, każdy zabierał to, z czym przyszedł i zmierzał do wyjścia bez słowa.

- Chodźmy - odezwała się Katrina, kiedy było już po wszystkim - musimy pogadać i jeszcze czeka cię przeprowadzka.

- Mógłbyś... - odezwał się wampir, który jeszcze przed chwilą prowadził monolog i popatrzył niepewnie na Tremerkę - chciałem zamienić z tobą słówko.

- Tylko nic nie kombinuj przystojniaku - Katrina pogroziła palcem, a zaraz potem zwróciła się do Sergia - będę czekała na końcu korytarza.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Koval dnia Sob 16:36, 27 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kara Boska
PostWysłany: Pon 20:33, 22 Wrz 2008 
Malk Content
Malk Content

Dołączył: 02 Sie 2006
Posty: 3242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 356 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków/ aktualnie Chrzanów


Wymowna nazwa, ciekawe czy rozpęta się tu piekło na ziemi. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.

Zamilkli. Co knujecie? Cicho ktoś tylko nucił jakąś znana melodię. Przerwał by zapytać: A ty będziesz się śmiać? I powrócił do mruczenia. Czego powinnam się spodziewać?

Powoli zaczęłam podążać tropem ludzi. Na zewnątrz jakże milej, jak świeżo... Nie czuć już oddechów, zbyt blisko, zapachu ciał, alkoholu. Zmrużyłam oczy i zbadałam okolicę, czy ktoś tu jest jeszcze. Bliżej niż można dostrzec.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Pon 22:38, 22 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


- Zabawna nazwa - zwrócił uwagę na wiszącą tabliczkę Bruce i się uśmiechnął. Właśnie przechodzili chodnikiem tuż pod nią.
- To nie ta nazwa. Jak podejdziemy bliżej, zobaczycie... - odezwał się Mike.

Rzeczywiście, kiedy tylko weszli w zasięg miejskich latarni tak, że swoim światłem objęły one i tą boczną część budynku błysnęła nazwa ulicy. Hillsfield.

- Hillsfield - przeczytał chłopak.
- No właśnie.

Minęli zamknięty sklep obuwniczy i skręcili na najbliższym zakręcie. Spacer trwał dosyć długo pomimo tego, że odległość nie była duża. To przez wlokącego się Młodego. Pozostała trójka zrównała się z jego tempem i nikt się nie oddalał.

Ulica była cała zajęta różnego rodzaju sklepami, które zaopatrywały pobliskich mieszkańców we wszystko, czego potrzebowali. Widoczna była księgarnia, kawiarnia, kafejka internetowa (w trakcie remontu) oraz piekarnia i niewielki supermarket wciśnięty pomiędzy dwie kamienice.

Wiele świateł nadal się świeciło w oknach, lecz ulicą przemykali tylko nieliczni przechodnie. Zimne powietrze i panująca wilgoć sprawiły, że nawet tutaj - z dala od rzeki - zdawało się być chłodniej niż w rzeczywistości. To pewnie przez ten wiatr. Zapach ludzkiej krwi ginął gdzieś wśród zapachów miasta wymieszanych ze sobą w niesmaczną mozaikę woni. Ktoś w oddali zamykał właśnie sklep, tłukąc głośno drzwiami i okiennicami. Jakiś pies ujadał wściekle o ulicę dalej.

Ponad to wszystko unosiły się odgłosy zabawy, śmiechy i łomot muzyki. Kiedy przeszli jeszcze kawałek, pokazał się wielki billboard z napisem "Kartagina" i kilka schodków. Wejście do lokalu było obstawione przez grupkę nastolatków, których odgradzało od drzwi trzech barczystych panów skorych do bójki. Cały budynek były trzypiętrowy, ale już po samych dekoracjach i światłach widać było, że nie należy w całości do jednej osoby.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kara Boska
PostWysłany: Pią 22:03, 26 Wrz 2008 
Malk Content
Malk Content

Dołączył: 02 Sie 2006
Posty: 3242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 356 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków/ aktualnie Chrzanów


Cały czas trzymałam się z tyłu. Obecność takiej ilości ludzi w pobliżu budziła z lekka mój niepokój i sprawiła, że zaczęłam zwracać mniejszą uwagę na tych, którzy zazwyczaj są w pobliżu. Nie byłam w stanie jednak ich ignorować. Każdy zdawał się zajmować sobą. Gubić się i nie pozwalać się znaleźć. Jak często bywa. Szczerze mówiąc, tak bywa zazwyczaj z większością. Chyba, że chcą mnie do czegoś zmusić.

Ciekawe, co czas pokaże. Zajmij się nimi. No, może nie wszyscy. Co, mam kogoś z nich zaciągnąć w ciemną uliczkę? Ach tak jesteś słaba! Zawsze tak samo. Te wasze żałosne metody...- Słaba?! - syknęłam na tyle cicho, by nie zostać usłyszaną przez towarzyszy podróży.
Hahaha... powiesz mi w wszystko jak tylko przyjdziesz do nas. Rano.

- To ty? - Usta poruszyły się bezdźwięcznie, bardziej odruchowo niż intencjonalnie.

Ty. Owszem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kara Boska dnia Pią 22:04, 26 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Sob 16:33, 27 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


"K...A...R...T...A...G...I...N...A..." - litery kolejno pojawiały się jedna po drugiej do momentu ąz cały napis stawał się widoczny i mógł wybuchnąć feerią barw. Migotały także okna na piętrach i w podziemiach. Impreza trwała już od jakiegoś czasu. Piskliwe jęki grupki nastolatków (jedni ze sobą głośno rozmawiali, drudzy coś popalali, inni wymieniali jakieś przedmioty, a kilku wykłócało się z "bramkarzami") dorównywały głośnością muzyce słyszanej ze środka i nieraz skutecznie ją zagłuszały. W pobliżu przejechał samochód i gdyby nie ogłuszający pisk opon, prawdopodobnie byłyby jakieś ofiary. Wśród przekleństw kierowcy, ryków młodzieży, ujadania psów, grzmiącej elektronicznej muzyki oraz sprośnych żartów i rechotu osób widocznych przy oknie na pierwszym piętrze, czwórka znajomych zbliżyła się do stojącego bezczynnie "odźwiernego". Mike zmarszczył brwi, a Młody przestał się trząść, ale to Bruce był tym, który zagadał:

- Co tam?
- Coś mi mówiło, że się tu dzisiaj napatoczysz... - odpowiedział niski mężczyzna w zmiętej białej koszuli i ciemnych spodniach od garnituru, który właśnie pojawił się w drzwiach.
- Tim?
- W porządku, Pablo. - nazwany Timem skinął ochroniarzowi.
- Idziesz? - padło pytanie w stronę Vivian.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
los_vampirros
PostWysłany: Sob 18:30, 27 Wrz 2008 
Czarny Mentor
Czarny Mentor

Dołączył: 21 Sty 2007
Posty: 969
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Hohenburg


- Dobrze. - Odparłem bez zastanowienia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Sob 19:01, 27 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


Wampir pozbawiony skóry odczekał cierpliwie aż wszyscy pozostali opuszczą pomieszczenie. Po chwili jedynym odgłosem wypełniającym przestrzeń było buczenie gdzieś znad głowy oraz dźwięk palców uderzających o klawisze klawiatur.

- Zdaje się znasz jednego z nas... to znaczy z mojego klanu... - urwał na moment, jakby dając swemu rozmówcy czas do namysłu.

Uniósł dłoń i uważnie jej się przyjrzał. Krwiste strzępy zwisającego mięsa mieniły się wszystkimi odcieniami czerwieni i w miarę obracania kończyną zdawały się raz to ciemnieć raz rozjaśniać.

- Nawet jeżeli go sobie w tej chwili nie przypominasz, to on pamięta o tobie. Wiesz o kim mówię? - konspiracyjnym tonem zapytał Kainita i oblizał wargi, co przy jego aparycji oznaczało przejechanie językiem po połowie twarzy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kara Boska
PostWysłany: Sob 19:14, 27 Wrz 2008 
Malk Content
Malk Content

Dołączył: 02 Sie 2006
Posty: 3242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 356 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków/ aktualnie Chrzanów


Neon bił po oczach do tego stopnia, że mimo iż szybko założyłam okulary, powidok pozostał przy mnie na dłuższa chwilę Jednostajny łomot już teraz sięgał granic wytrzymałości. Wewnątrz dopiero się zacznie. Uzmysłowisz sobie rzeź. Prawda kotku?

Będziesz po tym chora. Wiem. Sami tego chcieliście. Zagłuszymy was. I wszystko. Ale tylko ty się oślepisz i... HAHAHAHAHA! Taki tłum wiesz co ze soba niesie. Oczywiście, że wiesz! Ty zawsze wszystko wiesz. Mówi ci coś ta nazwa? Straszny Dwór?

- Oczywiście. Już idę. - Oszalałaś?! Super super...ZACZYNAMY... To się nazywa...Na mózg ci...samookaleczenie...padło, idio...ko? ZAB...WĘ! Ale oczy...e p...mię...e jak z... pęka...e krę...ę.

Ból głowy jeszcze nie był natarczywy, ale wiedziałam, że to tylko kwestia czasu. Delikatnie dotykał moich skroni. Obce miejsce. Powinnam mieć się chyba na baczności.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kara Boska dnia Sob 19:16, 27 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
los_vampirros
PostWysłany: Sob 19:32, 27 Wrz 2008 
Czarny Mentor
Czarny Mentor

Dołączył: 21 Sty 2007
Posty: 969
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Hohenburg


Szybkie przypomnienie wszystkich Kainitów spotkanych od zeszłej nocy... Nosferatu: dwóch. Niedawno w tej ciemności. Nikogo więcej.

- Dwóch Nosferatu prowadziło mnie korytarzami, to wszystko. O czymś nie wiem?

Przynajmniej byli bardziej przystępni wizualnie i posiadali skórę. Chociaż i tak paskudy z nich straszne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Sob 22:04, 27 Wrz 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


Ściana hałasu uderzyła wprost we wchodzących i gdyby mogła, to z pewnością zwaliła by z nóg. Agresywne dźwięki dobywające się z głośników były słyszane już tutaj. Schodki do góry („ona jest z nami!” - ktoś krzyknął, kiedy Vivian mijała goryli przed wejściem), masywne, grube drzwi pomalowane wszystkimi kolorami spreju i potraktowane chyba każdym rodzajem obuwia, a zaraz potem schodki w dół. Szatnia. Krótko ostrzyżona dziewczyna po lewej i długa kanapa po prawej, przy ścianie. Zajęta. I to ciągłe bębnienie. Nie, to nie może być muzyka. To u góry się biją. Nikt nie zwraca na to uwagi, więc pewnie to normalne. Normalne? Młody z jednym chłopakiem głośno coś mówią do Mike'a, ten skinął głową przechodzącej dziewczynie ubranej w jaskrawo czerwony, lateksowy strój. Ciekawe czy cokolwiek w ogóle usłyszał... „Idziemy... coś... zamówić...” udało się wychwycić. Ktoś wrzasnął tuż nad głową Kainitki. Na moment zielonkawe okręgi pulsujące na ścianach przyjęły barwę zgniłego brązu, aby po chwili znów zacząć falować w bliżej nieokreślony sposób. I te złote gwiazdy na suficie... Znowu krzyk zaraz obok wampirzycy. Dziewczyna w szatni ma ręce pełne roboty: płaszcze i kurtki przechodzą z rąk do rak. Para siedząca po prawej połyka jakieś kolorowe kapsułki i na moment zastyga w objęciach. Trójka wyraźnie wstawionych dwudziestolatków tuż obok, najwyraźniej ma już dość całej imprezy. Kto tak krzyczy? I jeszcze ten laser. Różowy... nie bordowy... raczej czerwony. Krwiście czerwony. Dopiero teraz dociera zapach. Wdziera się do nozdrzy, przyjemnie wypełnia całe ciało, dodaje sił. Gdyby udało się tylko kropelkę...

- ... asz coś w ..atni? - właścicielem morderczego krzyku okazał się Bruce, stojący nieopodal automatu z zimnymi napojami. Przygląda się jakby on też to czuł. Ten jedyny zapach na świecie... Vitae. Niemożliwe.
- ... ak nie, to ..odźmy. - zaczyna się przeciskać w stronę niedawnej pasażerki. Pozostałych nie widać.

Gdzieś spod ziemi bucha mleczna chmura. Kilka ostrożnych kroków bliżej głównej sali, wypełnionej ludźmi. Mdły opar zaczyna, niczym olbrzymie ramiona-kleszcze, otulać wszystkich zgromadzonych na parkiecie. I te oczy... nie, to nic takiego. Światła. Bez powiek? Światła! Sala po lewej, dwie sale po prawej, wyjście na górę.. - odnotowuje umysł. Smród spoconych ciał, przytłaczająca atmosfera, ciągły ruch i wszędzie krew – odpowiadają zmysły. Światła zmieniające kolory nie pozwalają się skupić na pojedynczych osobach. Jest tylko jazgot muzyki, wrzask osaczający ze wszystkich stron, skaczący tłum. Coś dotyka ręki. Miękkie, ale to chyba nie ten dym? Jeszcze chwila i obejmie w posiadanie cały budynek. Zdani na jego łaskę i nie... . Nie. To Bruce. Spod jasnych włosów patrzą błękitne, zaniepokojone oczy. Kiedy on podszedł tak blisko? Dopiero co stał...

- Wszystko.. w.. porządku..?! - ni to spytał ni stwierdził – i pomachał potrząsnął puszką coli.



***



Wampir wydawał się zupełnie zbity z tropu.

- Musiałem się pomylić. Ale przecież opis pasuje jak ulał... no nic. Może to tylko zbieg okoliczności.

Machnął ręką, jakby odganiał motyla. Niezbyt agresywnie, ale zdecydowanie.

- Nie zatrzymuję w takim razie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kara Boska
PostWysłany: Pon 11:37, 29 Wrz 2008 
Malk Content
Malk Content

Dołączył: 02 Sie 2006
Posty: 3242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 356 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków/ aktualnie Chrzanów


Ile razy można zderzać się z tą samą ścianą? Ile razy ona sama może cię atakować? Wgryzać się w obolałą głowę. Miażdżyć wewnątrz siebie i wywracać wszelkie zmysły na druga stronę.

Ratunku!

Dźwięk przedzierał się przez moje tkanki, siejąc spustoszenie. Na całym ciele nie było ani centymetra, który nie byłby obity, który by nie bolał i nie krwawił. Nie, nie, żadnej krwi! Wśród tej nieznośnej wibracji umysł jak zawsze płatał mi figle. Bolały mnie nawet włosy i oprawki okularów przeciwsłonecznych, za którymi kryłam zmrużone oczy. Model, który zawsze może służyć za ozdobę. Po czymś takim będę chora z tydzień. Wiedziałam, że cała się trzęsę, a świat wiruje wokół mnie. Wszyscy mnie zostawili. Zawsze tak robią!

Nikt mnie nie zmuszał. Uspokój się!

Dlaczego nie może zrobić się nagle cicho jak po eksplozji. Tak zupełnie. Gdy tylko nieprzerwanie i jakże irytująco piszczy w uszach.

Czułam...nie...wiedziałam, że jeszcze tylko chwila, a zemdleję. W najlepszym wypadku. Desperacko rozejrzałam się za jakimś punktem oparcia dla uwagi.

Puszka. Czerwono biały pojemnik sprawiał wrażenie doklejonego do tutejszej rzeczywistości. Tego potrzebowałam. Czegokolwiek, by się skoncentrować i nie patrzyć na te światła. Oczy. Błyski i wzory pełzające po ścianach, suficie, podłodze jak pulsujące barwami gąsienice. Robaki. Boże!
Wybuchnie. Oczywiście, że tak. Pamiętam jak się tym bawili, gdy tylko pojawiły się na rynku.
Wybuchnie. Bez huku. Choć tylko tak... Nawet strzelanina przeszłaby tu niezauważona.

Zakrztusiłam się, wciągając rwanym oddechem powietrze. Zaciśnięta krtań, drżenie, oszołomienie, wszystko jakby skupiło się przeciwko mnie. Złośliwość rzeczy martwych.
- Ok. To tylko... - Zaraz, jak to Julek nazwał? - ...astma. Jest tu jakaś toaleta?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kara Boska dnia Pon 11:39, 29 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Koval
PostWysłany: Czw 22:57, 02 Paź 2008 
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dołączył: 12 Mar 2007
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków


Chłopak podszedł bliżej na tyle, żeby nie musieć krzyczeć. Jego sylwetkę oplatały różnokolorowe węże migotliwych świateł, a mleczny dym - wypełniwszy całą sąsiednią salę - wpełzał do kolejnych.

- Tutaj chyba nie ma. Najbliższa jest w rogu, za barem - pokazał palcem wprost w tłum podrygujący na parkiecie - albo na piętrze, przy korytarzu - uniósł kciuk do góry wskazując wyższy poziom.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 52 z 53
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 51, 52, 53  Następny
Forum Gotyk-Forum.pl - Gotyckie forum otwartego myśliciela. Strona Główna  ~  Wampir Maskarada

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach